Mogłabym tutaj długo pisać dlaczego, czemu tak a nie inaczej itd. ale nie zrobię tego:) Powiem tylko, że cieszę się, że znów piszę:)
O fasolce po bretońsku można mówić dużooo - jest ciężkostrawna, stanowczo nie dietetyczna, długo się ją przygotowuje, potrafi wywołać pewne nazwijmy to "efekty uboczne", ale jest pyszna. I nie znam osoby, która nie znała by jej ze swojego domu rodzinnego. Przygotowują ją dosyć rzadko - raz, może dwa do roku ale wtedy zawsze w dużym garnku, tak by cieszyć się nią przez kilka dni.
Jaki jest właściwie fenomen fasolki po bretońsku? Przecież to tylko fasola, kiełbasa, przecier pomidorowy.. Jest tyle innych pysznych dań, ale jednak fasolka ma to "coś". Być może to, że jest sycąca, bardzo dobrze rozgrzewa no i jednoznacznie kojarzy mi się z domem rodzinnym :)
Przygotowanie jej jest banalnie proste, ale wymaga poświęcenia jej uwagi. Fasolę najlepiej zostawić na dobę w garnku z wodą tak by zmiękła i zwiększyła swoją objętość. Najlepsza jest dzień, dwa po przygotowaniu, kiedy wszystkie składniki "przegryzą się" ze sobą.
Składniki:
- 1 opakowanie fasoli "Piękny Jaś" (400 - 500 g)
- 0,5 kg ulubionej kiełbasy
- 1 koncentrat pomidorowy (30g)
Przyprawy:
- majeranek,
- tymianek,
- bazylia,
- sól,
- pieprz,
- papryka ostra
Przygotowanie:
Fasolę przepłukujemy, zalewamy ok. 2 litrami wody (podczas gotowania woda bardzo szybko paruje, więc trzeba ją również dolewać) i gotujemy ok 2h.
Kiełbasę kroimy, podsmażamy, dodajemy do gotującej się fasolki. Doprawiamy i dusimy razem ok 1,5h.
Następnie dodajemy przecier pomidorowy i gotujemy jeszcze ok 10 - 15 minut.
To jest naprawdę najbardziej podstawowa wersja fasolki po bretońsku, można do niej również dodać boczek, cebulkę, świeże pomidory itd.
